XI

Ludzkość w półboga swego wierzyła:

Zbrojnych milionów olbrzymia siła

Stawała przy nim w jednéj godzinie;

Leciała pędem, gdzie jeno skinie,

Porywa wirem, gdzie się zaczepi,

Co chwila wzrasta, coraz się krzepi. —

Pod sklepieniami obcego nieba

Janek przy panu walczył jak trzeba:

Wespół z drugimi wstąpił z zaszczytem

Na groźne pasmo skał pod Madrytem;

Wespół z drugimi zasługą czystą

Został mianowan starym gwardzistą;

Gdy jego męstwo wodzowie chwalą,

Dostał wojenny krzyż pod Alhalą;

W ziemi rakuskiéj, gdzie Wagram pole,

Wziął chrzest żołnierski — ranę na czole.

Lecz się wyleczył — w szeregi staje,

I znowu poszedł w hiszpańskie kraje,

Gdzie niebo świetnym promieniem pała,

Gdzie pełno złota, gdzie trud i chwała,

Gdzie do zasługi niwa tak żyzna,

Gdzie najpiękniejszych dziewic ojczyzna.

Lecz tęsknych myśli z chrobrego czoła

Gwar obozowy wygnać nie zdoła;

W chwilach spoczynku śpią towarzysze,

A ich marzenia bitwa kołysze,

Śni się bój, zdobycz albo hulanka.

Insze marzenia na sercu Janka:

Choć w takt rycerski puls jego grzmoce,

On o swéj wiosce śni całe noce,

W brzękocie bębnów, wśród trąb zgrzytania,

Wiejski się obraz przed nim odsłania:

Słyszy kościelny dzwonek cichutki,

Słyszy skowronka piosnkę pobudki;

Słyszy, jak rybka pluska się w wodzie,

Słyszy strojenie skrzypiec w gospodzie;

Śpi na biwaku, na cudzéj ziemi,

A dusza jego hula ze swemi!

Powiecie może: to rzecz wiadoma,

Janek zostawił kochankę doma.

Nie! jeszcze serce biło swobodą:

Opuścił wioskę zanadto młodo;

A w cudzych wioskach — pożal się, Boże,

Czyż piękne dziéwczę zrodzić się może?

On lubił na wsi orszak dziewczęcy,

Ale nie kochał żadnéj goręcéj.

Kochanka jego — to wcale inna,

Ona się zowie: wioska rodzinna,

Ze swém powietrzem, ze swoją wodą,

Z ludźmi, z kaplicą, z lasem, z gospodą,

Z wieczornicami35 i z doświtkami36,

Ze swojém niebem, swemi chmurami.