XII
Przez pięć lat służąc w gwarnéj żołnierce,
Janek zachował dawniejsze serce,
Zawsze w niém pieścił obraz swéj wioski,
Zawsze śnił stary domek ojcowski:
Czy go zobaczy? i w jakiéj doli?
Ot może Pan Bóg kiedyś pozwoli,
Miłe dla serca zaświta rano:
Wojskom w te strony ruszyć kazano,
Bo właśnie zapał najwyżéj wzrastał,
Rok osimsetny37 dwunasty nastał.
Cezarów orzeł skrzydła rozpina
Nad sztandarami Korsykanina38;
Skinął na północ i na wschód słońca —
Dwadzieści39 plemion, jak lawa wrząca,
Płonąc i sycząc, i zionąc parę,
Szło zburzyć Kremlu40 wieżyce stare.
«Pędem piorunu potok się leje».
(Tak o téj chwili pisały dzieje.)
«Żołw’41 nas prześcignie w takim pochodzie!»
Powiadał Janek — ostrogą bodzie
I tręzlą42 swego wierzchowca spina:
«Ot już i Niemen, ot i rodzina,
Ot i powietrze stamtąd powiało,
Ot i zobaczę mą wioskę całą!
Toż mię otoczą roje gromadne!
Toż ojcu, matce do nóg upadnę!
Powiem im, powiem z całym zapałem,
A gdzie ja byłem, a co widziałem —
Otoż się każdy ze mnie nadziwi!
Bógże wie tylko, czy oni żywi?
Czy oni zawsze zdrowi, weseli?
Czy może o mnie już zapomnieli?!»