VI
Jeszcze za czasów łaski królewskiéj,
Błagał go Wojciech z radnemi pany,
Aby gród święty, gród nasz litewski,
Był krzepką ścianą obmurowany.
Król podskarbiego przyzwał ku radzie,
A rozważywszy środki i cele,
Rzekł, że murować przeszkód nie kładzie,
Ale dziś w skarbie grosza niewiele,
Że to niepilna jeszcze robota,
Że co ma stać się, później się stanie,
«Nie, miłościwy królu i panie!
Do Litwy zewsząd otwarte wrota;
Tatarzyn goni wiatr w Ukrainie,
Wielki kniaź Moskwy z wami w rozterce,
Gdy niespodziana chmura nadpłynie,
Gdy piorun w Litwy ugodzi serce:
Nie pora będzie murować bramy,
Gdy przyjdzie poźno płakać nad stratą;
Jeżeli w skarbie grosza nie mamy,
Serca litewskie dał Bóg nam za to!
Serce ochocze, wierne krajowi,
Swojemu miastu i chwale bożéj;
Każdy z nas znajdzie drobny grosz wdowi,
Co na ofiarę ojczyźnie złoży,
Dłonią ubogą, dłonią bogatą,
Jako kto może, niech się przyczyni.
Ja całe mienie poświęcam na to,
Mnie dopomogą wszyscy Litwini!»
«Wszyscy Litwini! — zgoda, tak zgoda!
Niech każdy wzniesie muru kawałek!» —
Mówił wileński pan wojewoda,
Mówił litewski wielki marszałek,
Żmudzki starosta, kanclerz litewski,
Wszyscy wołali jednym wyrazem:
Jak gdyby płomień z iskry niebieskiéj
We wszystkich sercach wybuchnął razem.