XII

Drzwi się otwarły. — Pod baldachimem

Dały się widzieć dwa jasne czoła:

Pasterz z monarchą, jak ojciec z synem,

Z katedralnego wyszli kościoła.

Tabor schylony i siwobrody

Niesie krzyż Pański dłońmi drzącemi23;

Król Aleksander, choć jeszcze młody

Cóś bolejąco patrzy ku ziemi,

Wiedzie pod ręką starca-pasterza

I jasną brodę lewicą głaska;

Lecz chorowita na twarzy kraska,

Wszystkich boleśnie w oczy uderza.

«Gasną powoli Jagiellonowie,

Lach24 nas zagarnia więcéj a więcéj.

Kto wie! czy długo kołpak książęcy

Na téj schorzałéj zostanie głowie!»

Taki gdzieniegdzie szmer przytłumiony

Między wileńskim ludem się szerzy;

Ale tymczasem — zagrzmiały dzwony

Ze starożytnéj Krywejtów wieży,

Słychać śpiewanie, tłum coraz wzrasta,

Dzwony wstrząsają stolicą naszą,

A pochód idzie wokoło miasta,

Tak, jak je murem wkrótce opaszą.