II

Białe wodzów namioty na zielonej darni179

Od ognia, co w nich gore, sieją blask latarni.

Stamtąd nie bierze chwały Odkupiciel świata,

Tam nikt z braci w kościelny dzwonek nie kołata;

Zamiast modłów szeptanych pobożnymi usty,

Słychać brzękot pucharów i piosnkę rozpusty;

Tam śpiewak obozowy, Minnesinger180 stary,

Wypieszczonymi takty rwie w struny cytary,

Nie pomnąc, jak jest świętą dostojność śpiewacza,

Lubieżne krotochwile bezczelnie przytacza,

A pjane serce wodzów w takt bardonu181 tętni;

Otaczają śpiewaka rycerze namiętni,

Gromada strojna w togi i zakonne płaszcze

Na słowa nieprzystojne śmieje się i klaszcze;

Najdzielniejsi wodzowie, najgorliwsi księża,

Każdy ku brzydkiej pieśni uwagę natęża,

Nalewa pełny puchar niemieckiego wina

I wtórować śpiewaczym tonom rozpoczyna.

Piosenka i modlitwa i dziki gwar szału

Nad obozem krzyżackim wznoszą się pomału,

A nieskalane echo litewskiej pustyni

Powtarza je po cichu, snadź182 gwałt sobie czyni.