III

Wtem weszli heroldowie poważnie do sali

I przybycie Wielkiego Mistrza obwołali93,

Ucichnął szmer, i wielkie otwarto podwoje,

I starzec wynędzniały przez trudy a znoje,

Ubrany w płaszcz i pancerz, jak rycerze prości,

Wszedł poprzedzon znakami swojej dostojności:

Wielkim krzyżem i mieczem — ukłonił się braci,

I wszyscy się skłonili w pokornej postaci;

Skinął i wedle94 stołu zasiadł tron monarszy.

Poklękli obok Mistrza komturowie starszy,

I zakonny kapelan z cicha a pomału

Począł mówić modlitwę wedle rytuału,

Prosząc Ducha świętego, który serca świadom,

By udzielił natchnienia krzyżackim obradom.

Boskich natchnień od dawna Krzyżactwo nie słucha,

A Duch Pański nie gości w mordach i pożodze,

Nie udziela porady na bezbożnych drodze.

Od czasu jak go Mistrzem obrała gromada,

Teodor z Altenburga już siódmy rok włada,

Więcej duchem Marsowym niźli Bożym płonie

I chwalę bojowniczą pomnożył w Zakonie.

Ale szczęściem wojennym próżno się zasłania,

Kto karty historyczne swego panowania

Przed obliczem obecnych i potomnych ludzi

Obryzga krwią niewinną, lub zdradą zabrudzi,

Potężny Wielki Mistrzu, hrabio Teodorze!

Twój wawrzyn bohaterski niewieleć pomoże:

Kto rozlał krew niemowląt, co pod Gnieznem płynie,

Kto w Kaliszu odzierał Chrystusa świątynie,

Kto w klęsce Chrześcijaństwa swoją wielkość kładnie,

Kto zmowę z Szamotulskim zaprowadził zdradnie,

Kto ośmielił Sarmatę (o zbrodni nieznana! )

Zaprzedać kraj rodzimy i swojego pana95

Próżno w laury wojenne przyozdabia głowę,

Przekleństwo nań współczesne, przekleństwo dziejowe;

A z tej klątwy ni Cezar, ni Książęta Rzeszy,

I choćby chciał rozgrzeszyć — papież nie rozgrzeszy!