IV

Ukończono modlitwę — poczęta obrada.

Wielki Mistrz na swym tronie książęcym zasiada;

Siedli panowie radni na dębowej ławie;

A szlachetne rycerstwo stanęło ciekawie,

Otoczone giermkami i orszakiem pazi,

Czekając, co król Polski przez posly wyrazi,

Czy z pokojem, czy z wojną do Mistrza przybywa

Sławny rycerz z Mielsztyna, Jan herbu Leliwa.

U wchodowych96 podwojów zaciągnięto straże;

Mistrz rycerstwu w półkole szykować się każe.

Słychać tętent rumaków przed bramą, na moście,

Słychać łoskot, w dziedzińcu — przybywają goście.

Wrzasła trąba heroldów aż zadrgały ściany,

I mężny Leliwita jak na bój przybrany,

Otoczon gronem giermków i sarmackiej młodzi,

Ze spuszczoną przyłbicą na pokoje wchodzi —

I przeciąga przez salę pochód uroczysty,

Poseł idzie k’Mistrzowi, podaje swe listy,

I odkrywa przyłbicę, i dumnie się kłania:

Znać rycerską swobodę z tego powitania,

Z mężnej twarzy i z oka, co na wskroś przenika,

Wyczytać wielkie serce w piersiach posłannika,

Że król jego potężny, że kraj jego kwitnie,

Że nie przychodzi o nic błagać czołobitnie.

Spojrzał po całej sali, po całej gromadzie,

I na rękojeść miecza dłoń rycerską kładzie,

I w takowej postawie stanąwszy z daleka,

Muskając sute wąsy, na odpowiedź czeka.