IV
Ransdorf marzył w namiocie daleki od ludzi,
Kiedy go szelest zbroi z marzenia obudzi:
Łucznik z pobojowiska wszedł pod namiot żwawo
Oblany krwią, osypan bojową kurzawą.
„Wodzu — rzecze — bojowe przynosim ci dary,
Jest to umierający bałwochwalca stary.
Waleczny książę saski (niechaj żyje zdrowo)
Zwalił starego czarta siłą Samsonową,
A póki dusza w cielsku, przytomność w umyśle,
Poleca Waszej Cześci wybadać go ściśle
O tajnych lochach zamku, którymi się wciska,
Aby węża wykurzyć z jego legowiska,
Nie dobyć zamku szturmem: silną ma obronę,
Jak liche gniazdo sępie do skał przyczepione;
Ale ten dziki starzec, przyciśniony nożem,
Opowie insze drogi, którymi wejść możem.
Przynosim go pod samy namiot Waszej Cześci;
Ależ to silny Litwin, ze sto czartów mieści,
A całą staję183 ziemi zawalił swym ciałem,
A takiej długiej brody nigdy nie widziałem,
A choć we krwi opłynął, choć wyziewa ducha,
Olbrzymim głosem z piersi jak z kotła wybucha.
Tak łucznik gadatliwy o swym jeńcu gwarzy,
A Ransdorf, co go słucha, pobledniał na twarzy,
I jak zbrodniarz, którego na torturę zową,
Wychodzi przed swój namiot.