V
Tam z powisłą głową
I z przebitymi pierśmi, skrępowany w sznury,
Leżał Lutas otulon szmatami wilczury184;
Odarty ze przyłbicy i z miecza, i z młota,
Poczerniałymi usty złorzeczenia miota,
Szamoce się z więzami jego ręka wściekła,
Po jego siwej brodzie płynie krew zapiekła
Ransdorf skinął, i z ramion rycerskiego dziada
Ocięto gruby powróz, co ręce przejada;
A starzec, jakby upiór, jakby trup mogilny,
Wstał... zachwiał się na ziemi i upadł bezsilny;
Tylko całą potęgę i duszy, i ciała
Skupił w dzikiej źrenicy, co krwią zakipiała;
Raz spojrzał na Ransdorfa, tak dziko, tak hardo,
Że go zdeptał spojrzeniem i przeszył pogardą
I jęknął: „W uroczystej śmiertelnej godzinie
Witaj, młody rycerzu i chrześcijaninie!
Mianowano cię wodzem... los godzien zazdrości!
Pożądanych do Litwy sprowadziłeś gości!
Witam cię i pozdrawiam przekleństwem mej ziemi,
Które Litwa wyrzecze nad kośćmi mojemi.
Zbawiłem cię od śmierci w zlitowaniu podłem —
Więc to ja tę szarańczę na Litwę przywiodłem,
Co jej niwę pustoszy... O! gdzież moja chwała?
Gdzie krew, co w tylu bitwach chrobrze się wylała?
Przekleństwo, ej, przekleństwo pozostanie po mnie!...
Tyś, zwyczajnie jak Krzyżak, działał wiarołomnie:
Tak uczy wasza wiara i wasi prorocy,
Za chleb ofiarowany rzucić kamień z procy,
Za uścisk płatnąć mieczem — tyś dziecko bezprawi,
Nie winien srogi tygrys, że się we krwi pławi;
Lecz ten godzien zaginąć w piekielnej czeluści,
Kto zwierzę krwi niesyte z kagańca wypuści....
Oto krew naszych braci, płomień naszych zgliszczy
Słyszę z dala jak huczy, przelewa się, świszczy,
I gorącym potokiem leje się do łona,
I miga przed oczami jak chusta czerwona.
Wkrótce ty sam obaczysz, co jest zgon zbrodniarza.
Zgryzota bystrym słuchem przed śmiercią obdarza:
Ja słyszę, jak z niebiosów Perkun mnie przeklina,
Jak płacze każda matka i każda dziecina,
Jak jęczy biedna Egle uwięziona w wieży,
W którą topór kapłański w tej chwili uderzy
W zamian za twoją głowę — niechaj mnie przeklina!
I tutaj moja zbrodnia, i tu moja wina.
Gdzie wtedy był mój topór, gdy truchlejąc cała,
Niegodne dziecka Litwy uczucia wyznała?
Dlaczegom jej nie zabił? jednym cięciem mojem
Obdarzyłbym i Eglę, i Litwę spokojem!
Czemum ci nie dał zginąć na ofiarę piekła?
Czemu ze starych oczu łza grzeszna pociekła?...”
Tak Lutas, słabym głosem rozdzierając płuca,
Na wilgotnej murawie targa się i rzuca,
I ręce to wypręża, to do prośby składa.
„Młodzieńcze! jeszcze jedna zostaje ci zdrada:
Ukazać loch tajemny — O! rycerzu krzyża!
Patrzaj: oto się Lutas do prośby poniża,
Błagam cię, wiarołomco, w imieniu mej ziemi:
Nie mów o tajnym lochu przed braćmi twojemi.
Jeżeli nie wejdziecie przez tamte bezdroże,
Jeszcze Litwa na siłach pokrzepić się może...
Szalony! co ja czynię? i co mi się marzy?
Że w pół drogi zbrodniczej zatrzymam zbrodniarzy?!
O nie! ty się nie cofniesz przed żadną ohydą!
Jak wilki do owczarni niech podkopem wnijdą,
Niech zburzą gród Margiera Niemcy wiarołomni...
Lecz przysiągłeś na Boga... twój Bóg się dopomni
Zemsty za pogwałcone klątwy uroczyste —
O! przybity do krzyża chrześcijański Chryste!
Ciśmj z krzyża piorunem, poganin Cię błaga,
Niech się pomści krew Litwy i Twoja zniewaga!
Albo wróćcie mi siły i miecz dajcie w ręce,
Ja się zemszczę... do łuków! do mieczów, młodzieńce!
Brońcie wejścia do lochu! bo już wróg napada!
Powiedzcie Margierowi... że w obozie zdrada,
Że Lutas... zdradził Litwę!...” Tu oddech się zatnie;
Ryknął lew strasznym płaczem — ryknienie ostatnie
Rozległo się w pustyni. Choć w krzyżackim tłumie
Nikt, krom185 wodza, litewskiej mowy nie rozumie,
Jednak wszyscy pobladli, każdy oddech ścina;
A tylko mnich brodaty, słysząc z ust Litwina,
Że wymawia Chrystusa i ręce podnosi:
„Oto — rzecze — poganin chrztu świętego prosi,
Z płaczem wyznaje grzechy, spowiada się w skrusze,
„Spieszmy odebrać piekłu zatraconą duszę!”
I juz ze stągwią wody z Niemna zaczerpniętej
Chciał nad czołem Lutasa odprawić chrzest święty,
Przybliża się ostrożnie i wyciąga szyję —
„Ciesz się, piekło! już stary poganin nie żyje!”