IX

Zawołał głosem strasznym, aż drgnęli Litwini

(Nie był to ryk zwycięski tygrysa w pustyni,

Ale raczej jęk lwice po głębokiej knieje,

Gdy po dziatwie wydartej żałośnie boleje):

„Stój! Zabijać bezsilnych to dla nas ohyda!

Nam na świętszy użytek ten jeniec się przyda:

Bo na nowiu za miesiąc od dzisiejszej chwili

Wielki dzień Ziemiannika będziem obchodzili.

Dobry bóg urodzajów! — wielkie jego święto

Od czasu gdy na Litwie siać niwę poczęto:

Bo z laski Ziemiannika i pod jego wodzą

Miód, mleko i owoce, i kłosy nam rodzą.

Niegdyś, za naszych ojców, w Litewszczyźnie starej

Z miodu, z mleka, z owoców brał swoje ofiary;

Lecz nam dzisiaj nie starczy na chleby i miody:

Bo Krzyżak zdeptał pola, wyplenił ogrody,

Pozarzynał dobytek i miód wydarł z barci —

Cóż my bogu przyniesiem, z ostatka odarci?

Lecz bóg nie gardzi sercem ni darem ochoczym:

Mamy tu krew krzyżacką — a więc krwi utoczym,

I ołtarz, zawieszony tajemną zasłoną,

Zamiast czerwonych kwieci, zlejem krwią czerwoną.

Ziemiannik przebłagany w ofiarnym pucharze,

Może niwom obficiej rozrodzić się każe,

I w chlebie pożywanym bez łez i goryczy

Nowa siła do piersi yystąpi bojowniczéj. —

Weźcie żywego jeńca! Okuć go należy;

Niech czeka dnia ofiary na zamkowej wieży!”

Tak mówił srogi Margier — a głos jego mowy

Naprzód grzmiący piorunem, a potem grobowy,

Osłabnął, kiedy książę rozkazy wydawa,

A usta były drżące, a powieka łzawa.