X
Tedy litewscy męże rzucili się żwawie
I podjęli młodzieńca, co leżał na trawie;
A Margier zapalczywie do boku mu sięga,
Oderwał miecz, aż stalna30 zabrzękła popręga31,
I odpiął mu spod szyje32 płaszcz rycerski biały,
Krzyż wyszyty na płaszczu poszarpał w kawały
I podeptał.
Na groźne skinienie książęce
Dwaj Litwini Krzyżaka ujęli na ręce.
A młodzian ledwie oddech wydobywa z łona,
Bezwładna jego głowa zwisa na ramiona,
A kiedy mu odarty i hełm, i kolczuga,
Po jasnych jego włosach krwi pociekła struga,
Ale jej żadna ręka nie otarła z czoła
Nienawistne przekleństwa zawrzały dokoła:
„Ho! Pieszczone pacholę33 nie zwykło34 do zbroi!
Miękka czaszka niemiecka kto wie, czy się zgoi
Kto wie, czyli35 dożyje o chlebie i wodzie,
Nim mu nóż ofiarniczy serca nie przebodzie?!”
Tak, niosąc do warowni rannego młodzieńca,
Litwa jeszcze się nad nim urąga i znęca.
„Daj pokój! — mówił drugi — choć to młode szczenię,
Czart niemiecki umacnia swoje pokolenie;
Choć spłynął krwią nieczystą, choć zawraca oczy,
Trzymaj krzepko pohańca: bo wnet ci wyskoczy —
Jeżeli go bezpieczno masz trzymać w jasyrze36,
To mu z szyje oberwij te blaszki i krzyże,
Którymi pierś obwiesił: bo tam czart się chowa!”
I ręka świętokradzka już była gotowa
Znieważyć mały krzyżyk na niemieckim łonie,
Co go papież z odpustem święcił w Awinionie37;
Lecz orli wzrok Margiera zabłysnął tak srogo,
Że Litwin aż pobladnął i cofnąłsię z trwogą.
„Wara! — zawołał książę na zgraję swawolną —
Nad wrogiem rozbrojonym pastwić się nie wolno!”