XI
Otwarto wrota zamku — więźnia w głąb ponieśli,
Twierdza prosta, drewniana; tylko topór cieśli
Ponad Niemnem, na górze, na ubitej ziemi,
Piętrzył dębowe kłody jedne nad drugiemi
Wysoko aż pod chmury — a przy ścianach wokół
Pozabijał warowny sosnowy ostrokół; —
Tylko rydel kopacza wkrąg całej budowy
Ponajeżał wałami wąwóz Nadniemnowy,
I ryjąc w głębi ziemi, w tajemnym zamiarze,
Powydrążał pieczary, sklepił korytarze,
Co ciągną się do lasów, do wiosek, nad wodą;
Bóg tylko wie i Margier, gdzie te lochy wiodą,
Jak gdyby nory lisie lub kryjówki węże,
Których brytan nie zwietrzy, a człek nie dosięże.
Och! bo walczyć na zabój z niemieckimi syny
Trzeba mieć chytrość lisią i żądło gadziny,
Nie dowierzać sojuszom, być zdradnym jak oni,
I we śnie nie upuszezać toporu ze dłoni.
Perkunie! groźny boże Litewszczyzny starej!
Któremu krew i ogień najmilsze ofiary,
Czemu twoi czcziciele tak miękcy, tak prości?
Czemu wiecznie twa srogość w ich piersiach nie gości?
Dzisiaj — rzeź, krwawa uczta dla mieczów i młotów,
A jutro Litwin sercem podzielić się gotów,
I przy czarce ałusu38 ściska swe siepacze39,
I nad własną srogością najpierwszy zapłacze.
Przecz40 Margier — co Krzyżowców w nienawiści chowa
I cały kipi groźbą jak chmura gromowa —
Za chwilę łagodniejszym przemawia wyrazem?
Rozbroił czoło z hełmu i ze gniewu razem,
I westchnieniem ochłodzil pałające łono
I poszedł do wieżycy, gdzie więźnia złożono?