XVI

Wtem z Niemna od brzega

Płynącą łódź krzyżacką z daleka postrzega:

Poznał postać Ransdorfa — rzucił wzrok sokoli:

Poznał Eglę — zapłakał... bo mu serce boli.

„Bogowie! ja tu czuwam, gdzie o Litwę idzie,

A tu własna krew moja spieszy ku ohydzie!

Wyrodna krew Margiera, Egle nieszczęśliwa,

Spieszy potargać z Litwą rodzinne ogniwa,

I z młodą a najdzikszą krzyżacką gadziną

Ucieka od ofiary, kędy wszyscy giną!

Perkunie! wzmocnij rękę! oto w jednym strzale

Ja cześć jej nieskalaną od hańby ocalę!”

Rzekł, i z silnego łuku wymierzył do łodzi,

Nie wierzy w trafność oka: bo mu łzą zachodzi —

Naciągnął — puścił strzałę... pobiegła ze świstem,

Aż Niemen zapluchotał drgnieniem uroczystem.

Stanęło w oczach ojca grobowe widziadło,

A z czółna coś białego do wody upadło.

Jeszcze wystrzał, i jeszcze uroczysta chwila,

Łódź skręca się po fali, chwieje się, nachyla,

I z pluchotem jak kamień do Niemna uderza

W polerownej zbroicy ciężki trup rycerza.

Zakrzyknęli wioślarze ratunkiem zajęci;

Jeszcze się biała płachta z falami zakręci,

Mignęła raz... i drugi po wodnym obszarze...

Uciekli na brzeg drugi strwożeni wioślarze,

A Niemen, jak dotknęła czarodziejska władza,

Znowu płynie spokojnie, znowu się wygładza,

Kręci się lekkim wirem, od słońca połyska,

Nie zgadniesz w jego łonie śladu grobowiska.