XVIII
Dzięki lekom krzyżacka zasklepia się rana,
Tylko srodze pobledniał: bo krew u młodziana
Nadto hojnie płynęła i z piersi, i z głowy,
A myśli rozpaczliwe, nie spokój grobowy,
Nadto go obezsila, nadto serce bodzie,
Aby więzień orzeźwiał50, jako na swobodzie.
Przygodą51 zaniesione czasem kraśne róże
Zakwitną w ciemnym lochu na wilgotnym murze;
Lecz żal się Boże kraski52 — tak wątła, tak blada,
Jeszcze kwiat nie przekwitnął, a już liść opada;
Wije się ziemny robak około jej łona,
A na bladej purpurze siada pleśń zielona; —
Tak młodociany jeniec więdnieje i ginie.
Lutas odgadł cierpienie — i w starym Litwinie
Ozwało się współczucie, co wstręt przezwycięża,
(Choć rodu niemieckiego nie cierpiał, jak węża).
Bywało, ledwie raczy spojrzeć nienawistnie,
Albo żwawo ofuknie, lub przekleństwem ciśnie;
Czy mu ranę namaści, czy uwarzy ziela,
Znaczno53, że leczy boleść, lecz jej nie podziela.
Szydził z jęków: bo długim zahartowan bojem,
Tyle ran widział w ciele i cudzym, i swojem,
Tyle broczył się we krwi przez całe swe życie,
Że go ciała boleścią niełacno54 zmiękczycie,
Lecz dostrzegłszy po jeńcu, że mu dusza boli,
Srogie serce Lutasa rozmiękło powoli,
I mordercze spojrzenie złagodził widocznie,
I łagodniejszym głosem pomrukiwać pocznie,
Spytał go o nazwisko — i wspomnienia zbiera,
Że znał dawnymi laty Ransdorfa Warnera,
Co mu bliznę brzeszczotem wypisał ha twarzy
(Był to ojciec Krzyżaka, wódz toruńskiej straży),
Potem słówko po słówku — tylko patrz na dziada:
Kiedy oko roziskrzy, kiedy się rozgada,
To się tak wspomnieniami rozigra, rozświetli,
Jakby z pleców garb zrzucił sześćdziesięcioletni;
Zda mu się, że odmłodniał, że wskrzesnął na sile,
Że wiedzie rówienniki — co już śpią w mogile,
Że mu hełmem bojowym najeża się głowa,
Że rozbija toporem wieżyce Kijowa!
Kiedy się rozpromieni, gdy rozżarzy ducha,
Czasem Margier przychodzi i powieści słucha,
Milczący, zadumany, słowa nie uroni;
Tylko mu krew rycerska uderza do skroni,
Tylko spod chmurnych rzęsów, na czarnej źrenicy
Błyśnie mu jakiś ogień na kształt błyskawicy,
I oczy ku tej stronie obróci znienacka,
Kędy morze Bałtyckie, gdzie ziemia krzyżacka,
I ściska gniewne pięście, jakby pocisk mierzy,
Którym złamie potęgę niemieckich rycerzy.