XXII

Tam dziewica książęca kwiatami przybrana

Szła na czele rówiennic70 modlić się co rana.

Głos ich dźwięcznej piosenki rozpływa się z rosą

A dziewy konwie mleka, albo kwiaty niosą,

Kwiatami opasują dąb święty, pochyły,

A mlekiem poją węże, co tak się zuczyły,

Że byle na rozdrożu zapiał głos dziewiczy,

To spod każdej jagódki, z każdej trawy syczy

Tysiące głodnych żądeł — i nieraz gadzina

Czołga się aż do ręki, aż do szyi wspina,

I pieści się u łona niewinnej dziewoi

I czeka, nim przemówi a mlekiem napoi.

Raz Krzyżak, zaczajony wśród krzaków i ziela,

Widział Eglę gadzinom jak pokarm rozdziela,

I mówił sam do siebie: „O, ślepi Litwini!

Tutaj nie wąż jest bogiem — tu ona bogini;

Jedno skinienie oczu — och, skinienie święte! —

Działa na podłym płazie cuda niepojęte.

Piękno!! to wielkie słowo! potęga nie lada!

Bo najbrzydsze potwory u stóp swoich składa.

Bóg jest Pięknem i cuda swoje złożył w Pięknie,

Przed nim wdzięczy się niebo, a ludzkość uklęknie,

A piekło na twarz pada i w prochu się wala!”

Tak rycerz turniejowy, patrzając z oddala,

Hołdował dziecku Litwy, niewinnemu dziecku.

Raz ją spotkał — raz w oczy spojrzał po zdradziecku;

Ale córka Margiera, jakby ostrym grotem,

Skarciła go spojrzeniem, ani wiedząc o tem;

Ani się domyślała jej dusza dziecięca,

Że skażone pacholę na nowo poświęca,

Że to jedno spojrzenie — jakby chrzest uczucia,

Omywa jego duszę ze skazy zepsucia

Krzyżak czuł się odrodzon — o, duszo ty młoda!

Miękkość twoja każdemu wrażeniu się poda,

Czemuż pieczęć na tobie kładą na przemiany

Dziś Pańscy aniołowie, a jutro szatany?