IX

Tak często-gęsto niby nieumyślnie

Jakieś słóweczko do rozmowy wciśnie;

Wiedział, z kim gada, i wiedział, jak gadać.

Skarga, co ludzi przywyknął spowiadać,

Bywało, zręcznie za słówka go chwyta,

Daje woźnicy wygadać się dłużéj,

A z jego bajań zawsze się wynurzy

Jakaś niedola — gdzieś nędza ukryta.

Skarga dochodził po nitce pajęczéj,

Gdzie jaki dłużnik, co go lichwiarz dręczy,

Kogo nękają bezbożni pieniacze

Lub jakie bole komu serce ranią;

Gdzie biédne dziéwczę rozpaczliwie płacze,

Stojąc nad grzechu straszliwą otchłanią;

Gdzie brat ku bratu oddycha niezgodą,

Gdzie się z sąsiadem poswarki zawiodą.

A żadna powieść nie była napróżna:

Bo ówdzie grosza, tam serca jałmużna,

Rzucona zręczną dłonią apostoła,

Rozjaśnia serca, rozpogadza czoła.

Szeliga wszystko wygwarzył otwarcie;

Lecz była hardość w sercu tego dziada:

Kiedy dla innych kołatał o wsparcie,

Nigdy o własnéj nędzy nie zagada!

Bystra źrzenica księdza kaznodzieje36

Rychło się wpiła w skrytą pierś Litwina, —

Niby nieznacznie pytać go poczyna,

O dom rodzinny, o dawne koleje:

Jak to z Gasztołdem biło się niedźwiedzie?

Co go ze służby pancernéj wywiodło?

Czemu szlacheckie zaniechawszy godło,

Został stajennym? i jak mu się wiedzie?

Czy na swą Litwę wrócić kiedy życzy?

Czy jakich krewnych i przyjaciół nié ma?

Z czego żyć będzie, kiedy lejc woźniczy

Już się w zgrzybiałych rękach nie utrzyma? —

Gdyby go pytał głosem jałmużnika,

W politowania smutnego sposobie,

Pewnie by Litwin zaciął się sam w sobie:

Bo on dla żalów piersi nie odmyka,

Cierpi, gdy nędzę wyspowiadać musi,

Chlebem jałmużny pewnie się zakrztusi.

Ale badany znienacka, a zdatnie,

Niby gawędząc o deszczu i suszy,

Stary Szeliga wpadł w księdzowskie37 matnie,

Wysączył przed nim każdą kroplę duszy.

I kapłan przeznał Litwina odludka

Od pacholęcia, od pieluch bez mała;

Powieść to była i prosta, i krótka,

A jednak Skardze łezkę wywołała.