VI

Stary Szeliga był chlubny29 nie lada,

Takiego człeka że mu wieźć wypada, —

I zazdroszczono jemu tych zaszczytów:

Ale on z dworskich żartując poswarek

Jeździł codziennie, wiernie jak zegarek,

Do jezuitów i od jezuitów.

Tak do swéj służby ułożył się zdatnie,

Że woził Skargę jak żaden z czeladzi:

Na jednem miejscu bułanego zatnie,

Na jednem miejscu o kamień zawadzi;

Gdy wraca próżen w południowej chwili,

Z jednego miejsca przygląda się miastu,

W jednej gospodzie szklanicę wychyli, —

To był obyczaj już od lat trzynastu.

A gdy wychodzi i ociera wargi

Z szumiącéj piany piwnej albo miodnej,

Znaczy, że w zamku nie ma księdza Skargi

I że Szeliga cały dzień swobodny.