XI
Takiemi słowy dzieje swojéj zguby
Gwarzył Szeliga, jadąc z Częstochowy,
Kędy składano uroczyste śluby,
Za powrót króla szczęśliwy i zdrowy.
Bo powróciwszy ze szwedzkiéj stolicy,
Przetrwawszy morskie i wojenne burze,
Zygmunt uczynił ślub Bogarodzicy
Uczcić jéj święty tron na Jasnéj Górze.
Skarga, towarzysz nierozdzielny króla,
Jeździł go przywieźć przed Pańskie ołtarze,
I rzewną mową słuchaczów rozczula,
Oddając wota53, jak ślub święty każe.
Wzruszon woźnicy powieścią rzewliwą
W głębi swéj duszy rozmyślał człek boży:
Trzeba z pomocą pokwapić się żywo;
Ale podarek starca upokorzy.
Tu niestosownie jałmużna się poda,
Kędy54 za pracę należy nagroda.
W Polsce są grosze na takie potrzeby,
Dla sił stéranych jest opieka prawa;
A po starostwach zasłużone chleby
Król szczodrobliwie swéj szlachcie rozdawa.
Wprawdzie, na przekor zasłużeńszéj braci,
Biorą starostwa młodzieńcy-magnaci;
Ale z nich słusznie należy cóś starszym:
Szeliga walczył w swoje młode lata,
Potém wiek térał przy dworze monarszym,
Niechże spokojnie życie dokołata.
Przecież starostwa nie można dlań prosić;
Lecz niechaj z głodu nie giną biedacy,
A kilka groszy dożywotniéj płacy
Będzie dlań dosyć — i aż nadto dosyć.
Zapomożony, a wdzięczen królowi,
Niech rzuci służbę, gdzie nędza uciska,
Niechaj na Litwie dom przodków odnowi,
Niech utraconą dostojność odzyska.
Tu sprawiedliwość z miłosierdziem w parze —
Trzeba dopomóc, bo sumienie każe.
Tak pomyślawszy, w upatrzonej chwili
Skarga odważnie stawił się przed tronem
I serce króla tak rzewnie rozkwili,
Że pożądanym ucieszył się plonem.
Król zdzierżał słowo: bo nazajutrz rano
Już mieli mandat bocheńscy żupnicy,
Aby Szelidze, dworskiemu woźnicy,
Dwadzieści groszy w tydzień wypłacano.
Ów dar Szeliga przyjął najszczęśliwszy,
I nic dziwnego: bo kwota nie lada,
Bo na dzisiejszą wartość policzywszy
Toć trzysta złotych do roku wypada.
A choć się Skarga nie przyznał otwarcie,
Że on wyprosił pożądane wsparcie,
Jednak Szeliga wpadł na domysł skory55,
Komu był winien swe dworskie fawory.
Nie szedł dziękować: bo do swego czynu
Wiedział, że Skarga nie przyzna się za nic;
Ale swą wdzięczność bez końca, bez granic
Przekazał żonie i zaszczepił w synu.
I wszyscy troje następnéj niedzieli,
Wiedząc, skąd przyszła niebieska opieka,
Szli do spowiedzi i krzyżem leżeli,
Modląc się z płaczem za dobrego człeka.
A gdy Szelidze łzy pobożne biegą56,
Jednym był tylko szkrupułem57 dotknięty:
Że to grzech może modlić się za niego,
Bo ojciec Skarga już za życia święty.