XI

Ale po burzy znowu się rozwidni,

Poczęła świtać jutrznia lepszéj doli;

Szlachta od Szwedów cofa się powoli,

Przejrzeli ślepi — a zdrajcy ohydni,

Gdy nowe knować poczęli zasadzki,

Stanął w Tyszowcach akt konfederacki.

A w Częstochowie jedno serce mnicha,

Które wspierała Przenajświętsza Panna,

Tysiące szwedzkich zastępów odpycha,

Daje się słyszeć wesołe: «Hozanna!»

Z echem i z wiatrem, rozwiał się dźwięk pieśni

Po całym kraju, jak dobra otucha:

Powiat z powiatem kojarzy się cieśniéj,

Szwedzkich rozkazów już mało kto słucha.

Sandomiérz, Lublin już w ręku Polaków,

Już głoszą powrót Jana Kazimierza,

Nazad zdobyte Warszawa i Kraków,

Czarniecki wszędy jak piorun uderza.

A ludzie dobrzy, łatwowierni, prości,

Co szli do Szweda w prostocie swéj duszy,

Już się zrzekają ohydnych sojuszy,

Naród powraca do swéj powinności.

Już tylko tacy przy wrogu zostali,

Co chcieli nękać swą ziemicę biedną:

Kilku magnatów i klienci mali,

Co z magnatami chcieli być za jedno.