XII

Krzysztof Szeliga zanadto swą dolę

Skojarzył z losem księcia Bogusława,

Wspólnie ich bojów, ich przewinień pole,

Dzielić im tylko wspólny los zostawa106.

Już dziś nie poznać owego młodziana,

Któremu Skarga święcił miecz na boje;

Twarz jego dzisiaj zmarszczkami zorana,

Snadź107 że sumienia cierpi niepokoje.

Głos powinności ku matce swéj ziemi,

Którego wszystka szlachta usłuchała,

Czyż w jego piersiach nieprawość oniemi?

Czyż w jego myślach nigdy nie zapała?

O! znaczno walkę we szlachetnej duszy!

Ciężka tam w głębi odbywa się próba.

On nieraz myśli: «Niech książę koniuszy

Trzyma ze Szwedem, czy z kim się podoba;

Moja powinność tam, gdzie mojej braci,

W szeregach króla, w obronie tej niwy,

Gdzie złożył głowę mój ojciec sędziwy,

Gdzie mię z narodem krew powinowaci».

Przeciw tym myślom, myśl zdradna a płocha

Stawiła czoło potężnie i srodze:

«Czyż rzucić księcia, który tak mię kocha,

Kiedy tu silną chorągwią dowodzę?

Ja tutaj mnogie skarby mam pod strażą,

Z łupów wojennych uzbierałem krocie;

Wrócić do swoich — to oddać je każą,

Oddać kmiotkowi, wdowie lub sierocie.

Rzucić dostojność, którą tutaj pieszczę,

Pozbyć się grosza — toć cała ruina;

Zostać żołdakiem, potem słuchać jeszcze,

Gdy człek skrzywdzony łupieżcę przeklina...

Nie, już za późno... już pozostać wolę:

Po mojej drodze zaszedłem daleko,

Wypieszczonemu na książęcym stole,

Wracać do wioski — pić wodę i mleko...

Przy łasce księcia, przy wojennym łupie,

Nie taką wioskę ja wkrótce zakupię».

Tak, by zagłuszyć sumienia zgryzoty,

Szeliga w swego namiotu ustroni

Przeglądał pilno swój strój szczerozłoty,

Srebrzysty oręż, suty rząd na koni;

A obliczając swe przyszłe rozkosze,

Przyszłe znaczenie — dodawał kryjomu:

«Zmienią się czasy i króla przeproszę,

I jak bohater powrócę do domu!»

Bluźniercze myśli, bezrozumne cele!

Bo się w świątynię dziejową nie wdziera:

Nie dosyć męstwa albo ran na ciele,

Bo świętość sprawy czyni bohatera;

Bez tego męstwo na nic się nie przyda,

A inne w dziejach zostanie — ohyda.