XIX

Jak słowo mówić, gotowa kolaska;

Dwa się cisawe rumaki wyściga;

Krakowskie czasy przypomniał Szeliga,

Siedzi na koźle i z biczyska trzaska.

Starego Skargę, ze czcią jak należy,

Młody Szeliga wsadza do kolaski;

Raz pierwszy błyska w rycerskiéj odzieży,

Ma zbroję, pancerz, przyłbicę, przepaski;

Tylko rycerzem zwać się nie ma prawa,

Bo mu przy boku miecza nie dostawa.

Wsiadł na rumaka, co parskał na stronie,

Ze strzałką na łbie, z jedną białą nogą;

Starzec zacmoknął, zaświsnął na konie

I wóz wyruszył wywijaną drogą;

A za kolaską, gdzie siedzieli starce,

Leciał młodzieniec, wywijając harce.

Stary woźnica, jak za dawnéj chwili,

Cóś sobie dumał popuściwszy wodze,

Stuknął trzy razy o kamień na drodze

I pod kościelną dzwonnicę przybyli.

Pleban już wiedział, jacy goście lecą,

I kazał kościoł oświetlić wspaniale.

Skarga wszedł, klęknął, pomodlił się nieco,

A potém zasiadł w konfessyjonale,

Młody Szeliga zabrzęknął wesoło

Strojem żelaznym, z którym tak mu pięknie,

Przyłbiczny wisyr uchylił na czoło

I przed kratkami pokuty uklęknie,

I drobne grzechy młodzieńczego ducha

Spowiednikowi wyszeptał do ucha.