XVIII
Skarga wysłuchał, podumał i rzecze:
«Człowiek uradza, Bóg wyrok stanowi!
Skądże wam przyszło, pobożny człowiecze,
Oddawać syna księciu Krzysztofowi?
Wszak to dyssydent! na birżańskim dworze
Z wiary praojców stroją sobie żarty:
Młodzian wszystkiego nasłuchać się może
I będzie z łona Kościoła wydarty.
Nie wódź tam syna!» —
«Już o tém myślałem;
(Rzecze Szeliga) — lecz młodzieńcze łono,
Choć silnie kipi rycerskim zapałem,
Ale i wiarę dobrze mu wpojono.
Przysiągł na Boga, na Najświętszą Matkę,
Na swych rodziców, na zbawienie duszy,
Że się w nowotną nie uwikła siatkę,
Że wiary ojców nigdy nie naruszy.
Znam jego serce — i śmiało wam ręczę,
Że on, co przyrzekł, to dotrzyma szczerze!»
Skarga pomyślał: «Już wierzę wam wierzę,
Nie tyle w głowę, co w serce młodzieńcze.
Lecz, mój Szeligo! wszak wiedzieć musicie,
Że wojewoda wileński, Radziwiłł,
Dawno do króla jakąś niechęć żywił,
Może i teraz zamyśla co skrycie.
A pewno, starcze, widziałbyś to nierad,
By twój potomek (uchowaj go Chryste!)
Wystąpił zbrojno jako konfederat
Zabijać braci, darć prawa ojczyste,
A gdy się ciżba swawolna rozhula,
Za grosz magnacki targnąć się na króla!»
Aż drgnął Szeliga, podumał, zapłakał
I z cicha jęknął: «To cóż, że my prości?
Za cóż, mój ojcze, rzucasz taki zakał
Na dom doznanéj krajowi wierności?
Jeżeli chłopca podły grosz spokusi,
Jeśli sumienie odstąpi wyrodka,
To o tém przecie zapamiętać musi,
Że go ojcowskie przeklęstwo tu spotka,
Że chleb, na którym rozwinął swe siły,
Trochę nauki, co ma ku ozdobie,
I zdrowie ojca, co stał u mogiły,
To wszystko winien królowi i tobie —
Tobie mój ojcze!... ach! czyżem ja po to
Uczył go imię błogosławić Skargi,
By mój potomek, okryty sromotą,
W imię magnata miał z królem zatargi!
Ty kochasz króla — a my szlachta stara,
My się przewrotną nie skazim przemianą:
Ojcze mój, ojcze! twój król, twoja wiara
Na wieki wieków naszemi zostaną!»
Skarga rozrzewnion prawicę mu poda
I z dobrotliwym uśmiechem zawoła:
«Kusisz mię, starcze, o zgoda już zgoda!
Poczciwi ludzie jedźmy do kościoła!»