II

Jak mogę zapamiętać — od najrańszej chwili

Z sąsiadami zza kopca nigdyśmy nie żyli;

Nigdy na naszych ucztach nie byli przytomni19,

Mój ojciec nigdy o nich i słówkiem nie wspomni:

Dwa dworki, choć od siebie w mecie niedalekiéj,

Zdaje się, grób rotmistrza rozdzielił na wieki. —

Jeszcze dzieckiem pamiętam, jak to było gwarno,

Kiedy ściany domowe gości nie ogarną,

Tam przy matce matrony, tu przy ojcu męże,

Wre gwar, brzęczą kielichy, stukają oręże;

Wije się kraśnych20 strojów barwa uroczysta,

Jako kwiaty na łące, gdy je wietrzyk chysta.

Ojciec wesół, że strzecha ożywiona nasza,

Miód i wino rozlewa i gości zaprasza,

A sam z gośćmi zasiadłszy przy winie lub miodzie,

Rozpowiada o panu trockim wojewodzie, —

Przy którym, jak zwyczajnie szlachta niebogata,

Szukając klienteli, spędził młode lata.

I promienieje starzec, kiedy gwarzyć zacznie.

Niechże kto o sąsiadach przypomni niebacznie

Lub o grobie rotmistrza — wnet się ojciec zmienia,

Jak gdyby go ubodły ciężkie przypomnienia.

Wnet poblednie jak ściana, głowę spuści smutnie,

I oblicze nachmurzy, i rozmowę utnie,

I gryzie gniewne wargi — nudzą go przytomni;

Chyba że któś trockiego wojewodę wspomni,

Wtedy ojciec, nie bacząc, że mu serce boli,

Odzyskiwa wesołość powoli, powoli.

W końcu umarł nasz sąsiad — cóż państwo powiecie?

Ojciec, co go nie lubił, póki żył na świecie,

Po śmierci mu wypłacał, jak gdyby hołd dłużny,

Zapomogę z modlitwy, postu i jałmużny;

Zakupił msze żałobne, krył się od gromady,

A chodził zamyślony, ponury i blady.

Bywało, kto w sąsiedztwie zamknie w Panu oczy,

Mój ojciec w uczynności braterskiej ochoczy,

Spieszy i losem sierot troska się najczulej,

Ówdzie wdowę pocieszy, tam dziatwę utuli,

Zajmuje się pogrzebem, gospodarzy w stypie,

I gawędki o trockim wojewodzie sypie;

A tutaj, chociaż smutek wpił się mu do głowy,

Nie pojechał na pogrzeb, nie pocieszył wdowy

I odzywał się słowy gniewnego rankoru21,

Kiedy wspomną nazwisko sąsiada lub dworu. —

Raz, widząc, że ochłonął z gniewu i rozpaczy,

Spytałem go nieśmiało: co to wszystko znaczy?

Czemu zwykle tak dobry, ochoczy z usługą,

Na sąsiadów zza kopca gniewa się tak długo?

Dlaczego, gdy się gniewa w jednostajnej mierze,

Umarłego sąsiada żałuje tak szczerze?

Dlaczego, gdy żałuje, dwór omija z dala,

Nic o zmarłym nie wspomni i nam nie pozwala?

Tu się ojciec zapłonił, potem zbladł jak ściana:

«A skądże ta ciekawość? — at, proszę aspana,

Młokos jesteś i kwita, wścibiasz nosa wszędzie!

Jak ci z laty rozumu do głowy przybędzie,

Jak na skórze zużyjesz rózeg całą puszczę,

Wtenczas, proszę aspana, całą rzecz wyłuszczę;

A tymczasem wiedz, błaźnie, i zapisz to w głowie,

Że nie ja, ani sąsiad, lecz nasi przodkowie,

Może to prapradziady, mieli z sobą waśnię

I wnukom przekazali gniew, co nie wygaśnie

Póty z naszego serca — dopóki wystarczy

Naszych imion szlacheckich i herbów na tarczy,

Wiele wody upłynie, długie przejdą lata,

Dopóki się Dęboróg z Brochwiczem pobrata;

A o tamtych zatargach pamięć i nauka

Z ojca pójdzie na syna, a z syna na wnuka,

I chyba który z rodu... at, i gadać szkoda!

Co by to rzekł, mospanie, trocki wojewoda,

Że się młokos u starca tak zuchwale pyta?

Nie rozumiesz tych rzeczy — więc milczeć, i kwita».