IV

O milę w wiosce był dom plebana:

Mała świetlica w ziemię schowana,

Krzyżyk się wznosił na facyjacie,

I człowiek boży mieszkał w tej chacie. —

Ksiądz definitor święty, wymowny,

Poważny wiekiem, szlachcic herbowny,

Przybył z klasztoru w wioskowe progi,

I wziął w opiekę kościół ubogi,

Wziął półwłócz24 gruntu — i na tej ziemi

Pracował równo z owieczki swemi.

Czy raz, bywało, widzieć się zdarza,

Jak święty starzec w porannej porze,

Czytając hymny z kart brewijarza25,

Bronuje zagon lub sieje zboże.

Dwa chromiejące26 kościelne dziady —

To była jego cała posługa.

Ksiądz definitor, ojciec gromady,

Jedzie do lasu, kołków nastruga,

Ogrodzi cmentarz, przywlecze drzewa,

Nosi wiadrami wodę ze strugi,

A idąc, pacierz łaciński śpiewa.

Gdy chcesz mu oddać jakie posługi,

Nigdy nie przyjmie — uchyli głowę:

«Za dobre chęci zapłać ci, Chryste,

Masz waszeć, bratku, prace domowe,

Ja sam chcę orać pole ojczyste!»

I tak modlitwę szepcąc pobożnie,

Sam sobie zorze, zasieje, pożnie.

Na jego sznurach najlepiej rodzi,

Jego przekosów nie znosi woda;

Gdy on na łąkę z kosą wychodzi,

Pewno dni kilka będzie pogoda.

Z długich doświadczeń jego żywota,

Jakby wyrocznię mieli kmiotkowie:

Drożyzna, pomór, pogoda, słota,

Ksiądz definitor zawsze przepowie.

I cóż dziwnego — wszak jego oko

Na firmamencie tkwiło zwyczajnie,

Myślami w niebo wsięknął głęboko,

Podpatrzył, przeczuł niebieskie tajnie;

Może mu nawet w samotnej celi

I święci pańscy coś podszepnęli.

Kiedy śpiew starca zadrzał w kościele,

Jakoś cię zawsze skrucha ogarnie,

Rzekłbyś: apostoł — kiedy w niedzielę

Prostemi słowy uczył owczarnię,

Kiedy tłumaczył ze świętej księgi:

«Jak to pokorny Zbawiciel świata

Składa majestat bożej potęgi

I w ciele ludzkiem z człekiem się brata,

Bóg z nędzarzami żyje pospołu,

Między grzeszniki siada do stołu

I daje siebie przybić do krzyża,

I składa ciało w człowieczym grobie,

Bóg się do ludzkiej postaci zniża,

By nas uzacnił, podniósł ku sobie.

A u nas szlachcic — jasne wielmoże,

Rad, że mu herby dała ojczyzna,

Bóg został człekiem, a on nie może,

Kmiotków za bliźnich swoich nie przyzna;

Wstyd mu z wieśniaki bawić27 pospołu,

Hańba z rolnikiem siadać do stołu.

Gdy hardy panek w zbytkach swawoli,

Za jeden puchar starego wina

Głodna i chłodna chłopska rodzina

Na rok by miała chleba i soli.

Za jedno słówko, w najmniejszej rzeczy,

Pany się waśnią, idą na noże;

Wieśniak pod chłostą jęknąć nie może:

Bo nie dla niego honor człowieczy!»

Tak to, bywało, głośno i śmiele

Ksiądz definitor gadał w kościele.

Słów jego świętych nigdy nie zaćmi

Żadna nienawiść lub dzikość sroga,

W oczach — do braci prośba za braćmi.

Albo za ludźmi prośba do Boga.

Ani przeklina, ani się dąsa,

Lecz z płaczem przyszłość stawi28 przed oczy,

Szlachta coś mruczy, najeża wąsa,

Lecz do spowiedzi hurmem się tłoczy.

A spowiedź jego — wieczna nauka!

Nim rozgrzeszenia krzyżyk nakryśli29,

Nim w trybunału kratkę zapuka,

Wynajdzie nitkę najskrytszych myśli

I tak przekona, i tak poruszy,

Tak wpoi miłość, wiarę, nadzieję,

Że choćby grzesznik miał skałę w duszy,

Łzami spod serca trzykroć się zleje.

A po spowiedzi długo, ach długo!

Będzie spokojne sumienie twoje, —

Będziesz skwapliwy z bratnią usługą,

Krzywdę bliźniemu wrócisz we troje;

Wesołe serce... och, popamięta,

Że w niem złożona hostyja święta!

Kiedy wieczorna szarzeje pora,

On pieszo zwiedzał pobliskie domy,

Z dala poznałeś definitora

Po kapeluszu z zielonej słomy; —

Za cieniem wzniosłej, świętej postawy,

Szło zawsze wierne, pieszczone psisko,

Jak owca biały i kędzierzawy,

Pamiętam, Servus jego nazwisko;

A ksiądz czeczotką30 kroki podpiera,

Idzie powoli i kwiatki zbiera.

On i w pałacu, i w prostej chacie

Pomagał, radził, krzepił na duchu,

Z panem i chłopem za panie-bracie,

Jakby ogniwo w bratnim łańcuchu.