V

Ksiądz definitor był kapłanów wzorem —

Ojciec mój chodził najpoczciwszą drogą,

Rzecz jednak dziwna, że z definitorem

Nigdy, bywało, zgodzić się nie mogą.

Ojciec mój w mieście zawsze się spowiada,

Ksiądz definitor wiecznie nas ominie,

A gdy się zejdą trafem u sąsiada,

Zawsze się z sobą kłócą po łacinie —

A ojciec mówi: «At, proszę aspana,

Ksiądz i poczciwy, lecz pożal się, Boże,

Tak mu do grzbieta przyrosła sutana,

Że o szlacheckim zapomniał honorze.

Nie sztuka zrzędzić — ale Bogu dzięki,

Moje sumienie nieskalane wcale;

Gdyby przynajmniej statut wziął do ręki,

Proszę aspana, tam w czwartym rozdziale

Jak wołem pisze o ziemskiej dawności: —

Kto przez lat dziesięć dóbr się nie dopomni,

Niech później do nich i prawa nie rości,

Ni on, ni dzieci, ni dalsi potomni.

A toż, mospanie, od początku dzieła

Może dziesiąta dawność upłynęła. —

Z dziadów, z prawnuków szło dalej i dalej,

Czemuż się pierwej nie upominali?

Co wziąłem z ojców, muszę strzec jak głowy,

Muszę w całości przekazać mej dziatwie

Grunta po miedzę, gdzie grób rotmistrzowy,

I całą sprawę, której nie załatwię, —

Bo jest przysłowie: że do końca świata

Herb się Dęboróg z Brochwiczem nie zbrata.

Ksiądz definitor napomina srodze,

Bym oddał grunta aż do samej rzeki,

Proszę aspana, toż minęły wieki,

Nie jam ukrzywdził, nie ja wynagrodzę.

Przodkowie nasi graniczyli miedzą

I mieli proces o sąsiednie niwy,

Przodkowie nasi Bogu odpowiedzą,

Pan Bóg rozezna, kto prawy, kto krzywy.

Może już dotąd gdzieś przed Panem Bogiem

Dawno się Brochwicz zbratał z Dęborogiem,

Lecz tu, na ziemi... to wcale inaczej,

Proszę aspana, i honor coś znaczy,

Honor szlachecki. —

Ale to najgorzej,

Że ksiądz tak żywo bierze sprawę wdowy,

Puka mi w serce swojemi namowy,

W imię sumienia i bojaźni bożej,

Bym zwrócił grunta; — ja gruntów nie zwrócę,

Proszę aspana, lecz tu sęk, u licha,

Że trzeba z prośbą udać się do mnicha,

By chciał mi syna przyjąć ku nauce.

Bo już co prawda, to wyznać potrzeba, —

Że jego głowa przemądra, choć stara,

Łaciny jeszcze uczył się z Alwara,

A cnoty — chyba od samego nieba;

Uczony, skromny, pracowity, szczery,

Czysto jak święty Franciszek Ksawery31.

O! dla młodego taki mistrz nie lada,

Święte w tych rękach boćkowskie narzędzie,

Lecz iść i prosić, nie wiem, czy wypada,

Bo jak odmówi, to jeno wstyd będzie».

Taka w mym ojcu toczyła się walka,

Wreszcie kabała rozstrzygnie ją może;

Więc ujął karty, liczy: tuz... król... kralka32...

Z kart wyszło dobrze — idźmy w imię boże.