XI

A kiedy święto lub deszcz z pola spędza,

Chłopcy się tłoczym, ile chata zmieści,

I ciasnem kółkiem otaczamy księdza,

By nam gawędził odwieczne powieści;

A jego pamięć uczona bogata,

Odsłania dzieje biblijne, najstarsze,

Kreśli nam potop lub stworzenie świata,

Albo szczęśliwe wieki patryjarsze. —

Jesteśmy zda się w rozmarzeniu złotem

Pod Abrahama pasterskim namiotem,

Płaczem z Józefem, gdy się więźniem czyni,

Błądzim z Mojżeszem w arabskiej pustyni, —

Dopieroż słuchaj, kiedy głos podnasza,

Gdy stare piersi zapałem odżyją!

Głosząc z proroków przyjście messyjasza,

Aż się radujem z anioły, z Maryją,

Tężymy słuch nasz, jak zgłodniała rzesza,

Gdy tysiącami za Chrystem pośpiesza. —

My w wieczerniku, my z Panem w ogrodzie,

Z Matką pod krzyżem nasza dusza gości, —

W świętej boleści, co nam duszę bodzie,

Uczym się ducha niebieskiej miłości,

Tak nas ów obraz do niebios przybliża,

Człek by się chętnie dał przybić do krzyża. —

Niekiedy starzec, na dłoni oparty,

Rzekłbyś, Herodot wśród pokoleń nowych,

Kreśli nam dzieje Atenów lub Sparty,

Czasów Likurga lub Peryklesowych.

Gdy kreśli przeszłość, to w takim kolorze,

Że ci się żywa przed oczami wyda,

Że tylko westchniesz: «o zeszlij mi, Boże,

Życie Solona albo Arystyda!»

Ileż to razy w długą noc zimową

Słyszane dzieje stawały mi we śnie,

Upiór przeszłości latał nad mą głową,

Było mi błogo, a czasem boleśnie.

Strach! gdy się głowa, gdy serce rozmarzy!

We krwi gorącej wre, jakby w ukropie.

To śnię zborzysko64 italskich zbrodniarzy,

Jak wieczne Rzymu fundamenta kopie;

To, zda się, widzę, że krok ku mnie czyni

Pobożny Numa lub hardy Tarkwini;

Lub się w kościele Jowiszowym baczę,

Rzym jeszcze nie jest zepsutym służalcem,

W krzesłach senatu zasiedli brodacze,

Cyceron zdrajców ukazuje palcem:

Drży Katylina — a tam złoto ważą,

I leżą trupy, pływają krwi fale,

Na rzymskiem forum Galle gospodarzą,

Kwiryci złoto niosą im na szalę,

A na tem złocie, arcydziełem dłuta

Twarz rzymskich bogów i przodków wykuta.

Wtem szczęk żelaza, otwarły się wrota,

Nowa kohorta Rzymianów się wciska,

Kamillus wpada i szalę gruchota,

I dzikich Gallów spędza z targowiska;

Słychać jak giną, jak pierzchają dzicy,

Słychać szczęk mieczów po stalnej65 zbroicy..

A owo widzę, jakby wiejska chata,

I widzę starca, co orze z daleka,

Idę — poznaję Kwinta Cyncynata,

Przy nim miecz we krwi i konewka mleka.

Póki się woły popasły pod lasem,

On wrogów Rzymu zwyciężył tymczasem;

Precz zrzucił pancerz, znowu wziął opończę,

Śmieje się stary w wesołej gawędzie;

«Ot jeszcze dzisiaj zagonu dokończę,

Posieję żyto — i niezgorsze będzie».

«Rzymski szlachcicu, dopomóż ci, Boże» —

Tak sobie myślę i znowu śpię smaczno, —

Wtem nowe mary, na młodzieńcze łoże

W innych postaciach nalatywać zaczną.

Wiją się hufce i obcych, i braci,

Płynie krew, pole trupami się ściele,

A wtem dziewica anielskiej postaci

Rękę przez Niemen podaje Jagielle;

Słychać organy i mężowie w bieli

Z pięknem rycerstwem bratnio się objęli.

Wtem nowe widmo: wśród blasku oręży

Siedzą poważni państwa dostojnicy

I w obrzędowej dalmatyce księżej

W koronie, z berłem, na ojców stolicy

Siadł Zygmunt August — z postawą młodzieńczą.

Wkoło tłum ludzi daleko, daleko;

Swoi coś gwarzą, a wrogowie klęczą,

A u stóp tronu płynie miód i mleko...

Ten piękny widok pobledniał i skonał,

Zniknęły tłumy, wrogowie pancerni;

Na miejscu tronu stoi konfesjonał,

W nim siedzi postać obleczona w czerni,

Postać zbiedniona, pokorna i blada,

A Zygmunt trzeci przed nią się spowiada...

I tak kolejno myśli mojej głowy

Na tysiąc sennych widziadeł się dzielą.

Wtem przeraźliwie ach! sen mój dziejowy

Rozproszył kogut piejąc nad pościelą.

«Czas do roboty!» — poznaję głos dziada,

Co zwykł mię budzić, gdy godzina szara —

«Ksiądz definitor dawno już spowiada,

Czas do mszy służyć — sen mara Bóg wiara».