XVI

Moja rusznica pali donośnie,

Bije zające, kaczki, cietrzewie,

Ojcu z radości aż dusza rośnie,

Jak mię uściskać, sam stary nie wie.

«Proszę aspana, ej szkoda, szkoda!

Gdyby to trocki żył wojewoda,

Ty byłbyś w łaskach: bo jako żywo

On szczerze kochał młodzież myśliwą,

A nawet z każdym, co pewien w strzale,

Lubił, mospanie, żyć poufale.

Proszę aspana, na jego dworze

Raz pan Belina w dobrym humorze

Prawił81, jak skakał do głuszca w toku82,

A wojewoda słuchał go z boku.

Ten pan Belina człowiek ruchawy,

Gdy o myśliwstwie rozprawiać pocznie,

To choćbyś głuchy, poznasz widocznie

Z jego podskoków, ruchów, postawy.

To w dłoń zatrąbi — psy nawoływa,

To się jak zając czai do ziela,

To niby tropi, prześlad odkrywa,

Nabija, pełznie, mierzy się, strzela.

Otóż z tym głuszcem, kiedy się chwali,

Czasem tokuje, podskoczy czasem,

Tak się uwinął, że w pańskiej sali

Wielkie zwierciadło strzaskał obcasem.

Pan się nasrożył, uczuł nad szkodą,

Lecz pan Belina jakby w igrzysku83

Z cicha mu szepnął: »Cyt, wojewodo!

Bo spłoszysz głuszca na tokowisku«.

My w śmiech — pan także, nawet mu za to

Darował pyszną strzelbę turecką,

Puścił w niepamięć szkodę bogatą

I długo, długo śmiał się jak dziecko.

Czasyż to były!!

Otoż, mospanie,

Gdybyś za czasów żył wojewody;

Lecz może jeszcze — wszak jesteś młody...

Ruszajże sobie na polowanie».