XXVIII

Tak się skończyła sprawa tajemnicza:

Ojciec pojechał do dworku Brochwicza,

Polubił Zosię i jej matkę starą,

Złożył mój affekt — a serca ofiarą

Nie pogardzono — tak w jednym obchodzie.

I młodym sercom, i rodowej zgodzie,

I cieniom przodków spełniło się zadość, —

Było wesele, miód, wino i radość;

I sporne grunta, zarośle i pasze

Zlały się w jedno jak dwa domy nasze.

Młodzi się sercem bez przeszkody dzielą,

A starzy szczęściem młodych się weselą, Mówią pacierze lub grają w drużbarta; A kiedy ojcu poszczęści się karta, Popija miodek i z ogniem nie lada O wojewodzie trockim rozpowiada.

A gdy już sporna zaorana miedza,

Ksiądz definitor rzadko nas odwiedza;

Choć go błagamy, raz, drugi i trzeci,

Aby zamieszkał u nas jak u dzieci;

Ale ze starcem sprawa nie tak łatwa,

Mówi: że cała społeczność mu dziatwa,

W niejednej wiosce i w niejednym dworze

Są nieszczęśliwi — a któż im pomoże?

Tam sąsiad cierpi niechęć do sąsiada,

Tam któś w rozpaczy na duchu upada,

Tam pełno starych i chorych Łazarzy,

Któż ich nawiedzi, kto ziółek nawarzy?

A tam już może puka kto we wrota

O pokarm ciała lub o Chleb Żywota.

Ksiądz wszędzie czuwa, zasila i strzeże,

Bronuje pole i mówi pacierze.