By im wraz z dziećmi wyżyć było wolno.

Lecz teraz próżne wszelkie wysilenia!

Żadna wytrwałość zbawić ich nie może,

Głód, ciała w żywe szkielety zamienia,

Kładąc w ciemnościach na zmrożone łoże.

Dziś nie o sytość, lecz o żywot idzie,

Gdyż to nie zwykłej nędzy widmo blade,

Lecz śmierć głodowa w całej swej ohydzie

Tysiącom rodzin zwiastuje zagładę,

W zimowej nocy wchodzi w ich mieszkania,