Chylą z rozpaczą wychudzone twarze.

Wiedzą, że wszędzie ta sama dokoła

Głodowej śmierci konieczność straszliwa,

Że brat ratunku udzielić nie zdoła,

Bo sam go teraz daremnie przyzywa.

Więc milczą, patrzą na śniegu posłanie,

Słuchają wiatru żałobnego wycia,

I w ciemność smutne rzucają pytanie:

„Gdzie jest ich prawo najświętsze do życia?

„Czemu są na śmierć skazani i za co?