Już obydwu trzyma w łapie:

Wtem lew podniósł łeb do góry,

Zagrzmiał — i znowu cisze —

A dzicz z krwawemi pazury

Obiega, za mordem dysze,

Dysząc, na stronie przylega.

Wtem leci rękawiczka z krużganków pałacu,

Z rączek nadobnej Marty,

Pada między tygrysa i między lamparty

Na środek placu.