I byliśmy przyjaciele.

On zawsze milczał swoim zwyczajem,

I ja mówiłem niewiele.

Potem, gdy troską strawiony długą,

Już nie mógł rady dać sobie;

Ja towarzyszem, ja byłem sługą,

Jam go pilnował w chorobie.

Nędzny, w mych oczach gasnął powoli,

Raz mię przywołał do łoża:

„Czuję — rzekł — bliski koniec niedoli,