I zniknął wkrótce za parkan terasu.

Nikt nie zrozumiał, co ta mowa znaczy;

Jedni zdumieni, drudzy rozśmieszeni,

Wszyscy krzyknęli: „Nasz guślarz dziwaczy!”

I chwilę jeszcze stojąc pośród cieni,

Widząc noc późną, chłodną i burzliwą,

Każdy do domu powraca co żywo.

Jeden nie wrócił, lecz na schody skoczył

I biegł terasem; nie widział człowieka,

Tylko latarkę jego z dala zoczył,