W pośrodku pustek na placu szerokim.

Podróżny kroki podwoił, dobiega;

Na placu leżał wielki stos kamieni,

Na jednym głazie malarza spostrzega:

Stał nieruchomy pośród nocnych cieni.

Głowa odkryta, odsłonione barki,

A prawa ręka wzniesiona do góry,

I widać było z kierunku latarki,

Że patrzył w dworca cesarskiego mury.

I w murach jedno okno w samym rogu