Oczerniał każdą piękność, którą tylko zoczył,

Każdą słodkość zatrutym wysysał ozorem

Albo przebijał do ziemi środka,

I nauk ziarno z samego zarodka

Gadziny zębem roztoczył...

Ci znowu, w licznym snujący się gwarze,

Są dumnych pochlebnisie, czernideł pisarze.

Na jakie pan ich gniewał się zagony,

Tam przeklęta chmura leci,

I czy ledwie wschodzące, czy dojrzałe plony