Żartują z siebie głośno lub szepcą do ucha;

Wszyscy mówią, a jeden stary ojciec słucha.

A jeśli się pod koniec uprzykrzyły łowy,

Natenczas do sąsiadek — uśmiechy, rozmowy.

Czasem strzelecka miłość — wędrowna ptaszyna,

Serce przelotem zwiedzi — tak mija godzina,

I tydzień, i rok przeszły, — tak bywało wczora,

Tak jest dzisiaj i będzie każdego wieczora.

Szczęśliwi! —

A ja... czemuż nie jestem jak oni?