A wtem kibitka leci — przednie straże

I dział lawety, i chorych obozy

Pryskają z drogi, kędy się ukaże,

Nawet dowódców ustępują wozy.

Leci kibitka; żandarm powoźnika

Wali kułakiem, powoźnik żołnierzy

Wali biczyskiem, wszystko z drogi zmyka,

Kto się nie umknął, kibitka nań wbieży.

Gdzie? — Kto w niej jedzie? — Nikt nie śmie zapytać.

Żandarm tam jechał, pędzi do stolicy,