Targniona smyczą powściągnęła kroku;

I jak harmaty w przód i w tył ciągano,

Jak po francusku, po rusku łajano,

Jak w areszt brano, po karkach trzepano,

Jak tam marzniono i z koni spadano,

I jak carowi w końcu winszowano —

Czuję tę wielkość, bogactwo przedmiotu!

Gdybym mógł opiąć, wsławiłbym me imię;

Lecz muza moja, jak bomba348 w pół lotu,

Spada i gaśnie w prozaicznym rymie,