Leżał pod jazdą płynącą korytem;

Ale od ludzi litościwsze konie:

Skakał przez niego szwadron po szwadronie,

Jeden koń tylko trafił weń kopytem

I złamał ramię; — kość na wpół rozpadła

Przedarła mundur i ostrzem sterczała

Z zielonej sukni, strasznie, trupio biała,

I twarz żołnierza równie jak kość zbladła;

Lecz sił nie stracił: wznosił drugą rękę

To ku niebiosom, to widzów gromady