I nie powstanie — aż na strasznym sądzie;

I dotąd wierny panu, choć bez duszy,

Bo dotąd ręką trzyma pańską szubę

Pilnując, żeby jej nie ukradziono;

Drugą chciał rękę ogrzać, ukryć w łono,

Lecz już nie weszły pod płaszcz palce grube

I pan go dotąd nie szukał, nie pytał!

Czy mało dbały, czy nadto ostrożny —

Zgadują, że to oficer podróżny;

Że do stolicy niedawno zawitał,