A gdym oczy raz jeszcze ze wzgardą obrócił,

Jużem o całe niebo w tyle go porzucił.

Widziałem z twarzy, co on w sercu knował:

Zaczerwienił się od złości,

Oblał się żółcią zazdrości,

Na koniec jak trup sczerniał i w górach się schował.

Pędź, latawcze białonogi,

Sępy z drogi, chmury z drogi!

Teraz oczy kręgiem słońca

Okręciłem koło siebie.