Pędź, latawcze białonogi!

Góry z drogi, lasy z drogi!

Daremnie palma zielona

Z cieniem i owocem czeka:

Ja się wydzieram z jej łona,

Palma ze wstydem ucieka,

Kryje się w głębi oazy

I szmerem liści z mojej dumy się uśmiecha.

Owdzie granic pustyni pilnujące głazy

Dziką na Beduina poglądają twarzą,