Jakiemu równy dany tobie drugi,

A jeszcze dziesięć rże przy moim żłobie,

Którymi wierne poobdzielam sługi...

Dopóki koń mój... póki szabla moja...»

Tu mu gniew słowa i tchnienie zatłoczył.

Umilkł, lecz chrzęstem ozwała się zbroja;

Znać, że się wzdrygnął i z miejsca wyskoczył.

Jakiż to płomień nad głową mu błysnął?

Jak oderwana gwiazda przez niebiosa

Spada, z długiego żary trzęsąc włosa: