Spieszą się gońcy, i — nie powracają.

Srogą niepewność gdy każdy tłumaczy,

Rad by doczekać chociażby rozpaczy.

Minęła jesień. Zimowe zamieci

Huczą po górach, zawalają drogi:

I znowu z dala na niebiosach świeci

Północne zorze? czy wojny pożogi?

Coraz widoczniej razi blask płomieni,

I niebo coraz bliżej się czerwieni.

Z Maryjenburga lud patrzy ku drodze.