Dźwignionych137 znowu potrącą do dołu.

Ci jeszcze wleką odrętwiałe nogi;

Ci w biegu nagle przystygli do drogi,

Lecz ręce wznoszą i, stojące trupy,

Wskazują w miasto jak podróżne słupy.

Lud wybiegł z miasta strwożony, ciekawy,

Lękał się zgadnąć i o nic nie pytał,

Bo całe dzieje nieszczęsnej wyprawy

W oczach i twarzach rycerzy wyczytał.

Nad ich oczyma mroźna śmierć wisiała.