Wtenczas Wallenrod ufny i spokojny

Jeździł na łowy albo w swym namiocie

Zamknięty knował tajemne układy

I wodzów nie chciał przypuszczać do rady.

I tak w zapale wojennym ostygnął,

Że ludu swego niewzruszony łzami,

Miecza na jego obronę nie dźwignął:

Z założonymi na piersiach rękami,

Cały dzień dumał lub z Halbanem gadał...

Tymczasem zima nawaliła śniegi