I brama tęgich nie wstrzymała ciosów.
Już orszak dolne krużganki przebiega,
Już przez żelazne pokręcone wschody154,
Do Wallenroda wiodące gospody155,
Łoskot stóp zbrojnych raz wraz się rozlega.
Alf, zawaliwszy wrzeciądzem156 podwoje,
Dobywa szablę, wziął czarę ze stoła,
Poszedł ku oknu: — «Stało się!» — zawoła,
Nalał i wypił. — «Starcze! w ręce twoje157!»
Halban pobladnął. Chciał skinieniem ręki