Lecz coraz blednie, pochyla się, słania;

Wsparł się na oknie i tocząc wzrok hardy,

Zrywa płaszcz, Mistrza znak na ziemię miota160,

Depce nogami z uśmiechem pogardy:

«Oto są grzechy mojego żywota!...

Gotowem umrzeć161: czegóż chcecie więcej?

Z urzędu mego chcecie słuchać sprawy?...

Patrzcie na tyle zgubionych tysięcy,

Na miasta w gruzach, w płomieniach dzierżawy!

Słyszycie wicher? pędzi chmury śniegów: