Długo na kratę poglądał boleśnie.

Słowik zanucił. Konrad naokoło

Spojrzał: już ranek; opuścił przyłbicę,

W szerokie zwoje płaszcza twarz obwinął,

Skinieniem ręki żegna pustelnicę

I w krzakach zginął.

Tak duch piekielny od wrót pustelnika

Na odgłos dzwonu porannego znika.

IV

Uczta