Środkiem lasów daleko białe błyszczało jezioro.

Razu jednego, w nocy, wrzask nas ze snu przebudził,

Dzień ognisty zaświtał w okna, trzaskały się szyby,

Kłęby dymu buchnęły po gmachu; wybiegliśmy w bramę,

Płomień wiał po ulicach, iskry sypały się gradem;

Krzyk okropny: »Do broni! Niemcy są w mieście, do broni!«...

Ojciec wypadł z orężem, wypadł i więcej nie wrócił.

Niemcy wpadli do domu. Jeden wypuścił się za mną,

Zgonił100, porwał mię na koń. Nie wiem, co stało się dalej,

Tylko krzyk mojej matki długo, długo słyszałem...